Drodzy Przyjaciele misji w Kamerunie.

Minęło już dwa lata od momentu, kiedy to w naszej parafii otworzyły się szeroko drzwi na misje w Kamerunie. Rozpoczęła się piękna działalność pomocy dzieciom przez ""Adopcję Serc na Odległość".

Odpowiedzieli na to zaproszenie pięknie nasi Parafianie a z czasem przybyło wielu chętnych z różnych stron Polski i z zagranicy. Na dzień dzisiejszy mamy już 300 dzieci zaadoptowanych na trzech misjach Kamerunie w Nkol Avolo u s. Edyty, w Doume u S. Judyty i w Bafussam u S. Orencji i oczekujemy na dzieci następne.

Aby poznać od rzeczywistej strony tą działalność pojechałam do Kamerunu osobiście w imieniu Rodziców Adoptujących i na ich życzenie. Od 23.01. do 23.02 br. mogłam cieszyć się razem z naszymi dziećmi, zobaczyć ich szkoły i przedszkola, podziwiać piękno egzotyki, współczuć w sercu ich biedzie, doświadczać wielu dziedzin ich życia. Zobaczyłam własnymi oczyma trudne życie Misjonarzy, ich zaangażowanie w dzieła które prowadzą, ich warunki życia i radość z sukcesów .Siostry nasze robiły wszystko, abym jak najwięcej mogła zobaczyć i poczuć się misjonarką. Kiedy bywałam pogryziona przez komary , muszki mut, mut czy kiedy dopadła mnie malaria padały słowa "to chrzest misjonarski".

Cieszę się bardzo, że mogłam pogłębić swoją wiedzę o misjach tak bardzo bliskich memu sercu, świadoma jestem tego, że to mnie zobowiązuje do jeszcze większej gorliwości na rzecz misji. Kochani, Misjonarze bez naszej pomocy nie zdołają nic zrobić. Oni bardzo liczą na naszą pomoc modlitewną i na wdowi grosz. Niektórzy mówią "nasza pomoc to kropla w morzu", a Matka Teresa z Kalkuty mówiła "nie było by morza bez tych kropel"

To co zobaczyłam, czego dotknęłam własnymi rękoma i co mnie zachwyciło utrwaliłam to na zdjęciach, które Państwo mogą zobaczyć.

Pliki cookies i polityka prywatności